Jestem typowym człowiekiem renesansu. Interesuje mnie wszystko, od rozmnażania pierwotniaków, przez taniec klasyczny (praktyka również), astrobiologii aż po ziołolecznictwo i nietypowy design.  W tym jakże przedziwnym zbiorze znalazło się miejsce i na czekoladę i wyroby czekoladowe. Gdyby ktoś mnie zapytał (a nie pytał nigdy nikt) dlaczego czekolada, to musiałabym odpowiedzieć z lekką nutką pretensji, że to jednak czekolada wybrała mnie.

Ale po kolei. Nienawidzę piec ciast. Nie wychodzą mi. Po wstawieniu do piekarnika proces twórczy jest zakończony i nie wiadomo czy zakończył się sukcesem, aż do momentu kiedy człowiek (czyli w tym wypadku ja) blady z nerwów nie otworzy piekarnika jakieś 40-60 minut później i nie stawi czoła swemu dziełu.

Czekolada jest inna. Czekoladą można się bawić w nieskończoność aż do uzyskania pożądanej formy.

Trzy lata temu to było. Zbliżały się urodziny kolegi. Nie wiedziałam co można by mu sprezentować więc postanowiłam mu zrobić kulki rumowe. Jako że robiłam je pierwszy raz, improwizując mocno jak to mam w zwyczaju, kulki się nie udały. Spiesząc się na imprezę postanowiłam zanurzyć je w czekoladzie, żeby się nie zmarnowały i tak powstały pierwsze w moim życiu koślawe czekoladki.

Przepis autorski: 40% rumu, 30% gorzkiej czekolady , 20% herbatników, 10% migdałów. Polecam na jesienną deprechę. W zasadzie pierwszy i drugi składnik robią robotę. Resztę dodałabym opcjonalnie.

domowe praliny

Wbrew pozorom czekolada nie jest prostym medium do współpracy.

 Wsparta latami (a jakże!) doświadczenia dochodzę do wniosku, że obróbkę czekolady najlepiej zacząć od modłów za pomyślność wznoszonych do bogów wszelakich. Moja rada wynika z dwóch właściwości czekolady, które niejednemu aspirującemu czekoladnikowi mogą pokrzyżować plany podboju świata za pomocą trufla czy innej tabliczki.

Po pierwsze, czekolada jest jak koty –  nie lubi wody. Wystarczy jedna kropla i aksamitna w swej konsystencji zmieni się w burą, grudowatą masę. Dzieje się tak dlatego, że  głównym nośnikiem smaku w czekoladzie jest tłuszcz kakaowy, a tłuszcze, jak wiadomo, nie rozpuszczają się w wodzie. Należy zatem zwrócić baczną uwagę na to, by wszystkie narzędzia do obróbki czekolady były całkowicie suche.

Po drugie, czekolada jest jak eskimosi. Źle reaguje na zbyt wysokie temperatury. Przegrzać czekoladę można dość łatwo, dlatego zawsze należy ją rozpuszczać dzierżąc w dłoni termometr spożywczy (więcej na ten temat w osobnym poście na temat temperowania czekolady). Spalona czekolada w swej strukturze przypomina błoto pośniegowe i do wyrobu łakoci raczej się nie nadaje (no chyba, że na nadzienie). Nieumiejętne manipulowanie temperaturą czekolady ma jeszcze jeden nieprzyjemny skutek uboczny. Źle zatemperowana czekolada w temperaturze pokojowej będzie się topić szybciej niż śnieżny bałwan wyeksmitowany na Bali.

Dlaczego więc tak kochamy czekoladę?

Próba odpowiedzi na to pytanie jest jedną z podwalin tego bloga. Zagadnienie to jest znacznie bardziej  kompleksowe niż banalne stwierdzenie „bo jest słodka”. Spróbuję znaleźć wyczerpującą odpowiedź na to pytanie.

Zapraszam do wspólnej podróży.

czekolada artystyczna

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...