Czekoladnikiem podobnie jak  prima baleriną nikt się nie rodzi. Jak zostać czekoladnikiem? Mając  praktyczne porównanie baletu i produkcji czekoladowych, śmiało mogę stwierdzić, że robienie czekolady jest znacznie prostsze niż Grand Jete czy inna Arabesque. I to akurat jest świetna wiadomość

Dzięki odrobinie samozaparcia każdy może zostać artystą w swoim domu.

 

Tak dla porządku zacznijmy od nomenklatury.

W końcu jeżeli w nagłym przebłysku geniuszu (?) zdecydowaliśmy się zostać czekoladnikiem to warto by było wiedzieć czym właściwie się będziemy zajmować, a wbrew pozorom nie jest to sprawa jednoznaczna. Czekoladnik (ang. Chocolate maker) to nie to samo co cukiernik (ang. Chocolatier). Język polski pod tym względem jest nieco upośledzony, ale cukiernik to zarówno ten, co piecze torty jak i ten, co produkuje praliny.

Co więcej droga kształcenia cukiernika często rozpoczyna się w szkole gastronomicznej od pieczenia ciast i wiedzie aż do czekoladowych łakoci. W Polsce kształcenie cukiernicze ciągle odbywa się w szkołach zawodowych. Jak wiadomo, 120% społeczeństwa polskiego ma wyższe wykształcenie dlatego też kształcenie zawodowe jest  mniej niż pożądane, a na pewno nadal obarczone społecznym odium.

    muzeum czekolady

Co w tej sytuacji może zrobić aspirujący cukiernik?

Odpowiedź jest w miarę prosta a zarazem logiczna- skończyć cztery fakultety (myślę, że dobrze się tu wpasuje kulturoznawstwo, coś rolniczego, może jakaś biochemia i koniecznie mechanika i budowa maszyn), napisać doktorat i wtedy zapisać się na kurs zawodowy. Z doświadczenia wiem, że produkując ganasz najlepiej rozmyśla się o filozofii pozytywistycznej albo o tym jak z pralki franii, doniczki do storczyków, podręcznika do sztuki średniowiecznej  i pudełka zapałek zbudować profesjonalną konszownicę (maszyna akurat nie do przecenienia, ale o tym będzie przy innej okazji).

czekolada katalonia

Kiedy już jesteśmy bardziej oświeceni niż Kant, Voltaire i elektrownia w Czarnobylu razem wzięte możemy przystąpić do szukania kursu cukierniczego.

 Wybór jest szeroki, szczególnie jeśli z naszymi fakultetami znamy języki i  możemy rozszerzyć pole poszukiwań nawet na cały świat (no bo kto bogatemu zabroni). Ceny weekendowych kursów zaczynają się od około 1000 PLN i to zarówno tych przeprowadzanych w Polsce, jak i za granicą (np. http://www.chocolate-academy.com/ organizują też warsztaty w Łodzi).  Jeżeli chcemy przyoszczędzić dobrą opcją zdaje się być kurs online. Kosztuje około 650 USD i program ma dość rozbudowany- możemy wybrać np. całoroczny kurs poświęcony robieniu czekolady od ziaren do tabliczki lub kurs poświęcony jedynie tworzeniu czekoladowych pralinek i figurek (http://www.ecolechocolat.com/). Niestety grupa docelowa znajduje się po drugiej stronie oceanu, w związku z tym np. egzaminy przeprowadzane online w czasie rzeczywistym mogą się przydarzyć o egzotycznych dla nas porach.

Jeżeli chodzi o pracę „chocolate-makera” sprawa wydaje się być jednocześnie prostsza i trudniejsza (ot taki paradoks). Skoro już ustaliliśmy, że „chocolate maker” produkuje czekoladę, czyli  za pomocą magii zamienia ziarno kakao w tabliczkę, możemy albo rozejrzeć się za kursami (ponownie Ecole Chocolat), albo po prostu systematycznie i mozolnie uczyć się metodą prób i błędów. Serdecznie polecam drugą metodę. Zabawy co niemiara, a jaka satysfakcja.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...