Podziękowania dla gości- ślubne czekoladki

Podziękowania dla gości- ślubne czekoladki

Mówi się, że ślub to najpiękniejszy dzień w życiu kobiety. Nic dziwnego wiele panien młodych chce, żeby ten dzień był perfekcyjny. Od sukienki i wygodnych butów aż po podziękowania dla gości. Ostatnimi czasy modne są spersonalizowane ślubne czekoladki. Jakiś czas temu zostałam zagadnięta czy nie przygotowałabym czekoladek w formie podziękowania dla gości. Temat mnie mocno zafrapował. Postanowiłam dać sobie i czekoladkom szansę. Niedawno pojawiła się okazja wraz z kolejnym zaproszeniem na wesele. Postanowiłam wyrwać się przed szereg i zaproponowałam prezent śluby w formie wspomnianych czekoladek. Moja szalona propozycja spotkała się z entuzjazmem i tak oto znalazłam się pod koniec września w szale produkcyjnym! CEL : 100 ślubnych czekoladek Przebieg prac : Musiałam podzielić sobie pracę na etapy, żeby łatwiej mi się produkowało. Jak do tej pory to był największa jednorazowo produkowana partia czekoladek! Etap 1 Tu jeszcze było w miarę prosto. Musiałam zatemperować czekoladę  (nieśmiertelny poradnik dotyczący temperowania  tu, tu i tu).  W tym wypadku, żeby nie było zbyt gorzko, użyłam czekolady 55%. Do masy czekoladowej dodałam pomarańczę i dla przełamania smaku….rozmaryn! Po zatemperowaniu wystarczyło zalać foremki i poczekać parę godzin na zastygnięcie. W praktyce oczywiście musiałam przełożyć część drugą robót na drugi dzień. Etap 2 Etap drugi to część całkiem przyjemna – czyli dekorowanie. Nazywam ten etap czasem w żartach pracą złotnika. 100 czekoladek rozmarynowo-pomarańczowych zostało przede mnie potraktowane złotym  (jadalnym!) lakierem i brokatem (też jadalnym!). Po tej akcji kolejny raz trzeba było zostawić czekoladki do schnięcia na parę godzin.  Etap 3 W moim przypadku okazał się niemniej pracochłonny niż pozostałe dwa (a miało być już z górki!)- pakowanie. Niestety w tym przypadku trzeba było wziąć za pomocą pęsety cukierniczej każdą czekoladkę...
Koktajl czekoladowy w trzech odsłonach.

Koktajl czekoladowy w trzech odsłonach.

Tegoroczne lato powoli odchodzi w niebyt. Wraz z nim odejdą upalne noce i  trwające do świtu imprezy pod gołym niebem (zimą niby też można imprezować pod chmurką, ale trzeba być desperatem, IMHO).Z czasów mojej, przebrzmiałej już (wstyd się przyznać), pierwszej  młodości (druga, trzecia i czwarta wciąż przede mną) pamiętam  letnie noce. Nie siedziało się w domu. Wychodziło się chłonąć upał ale i nocy zgiełk miasta. .Koktajl czekoladowy nie pojawiał się wtedy w ogóle w menu.Chłonęło się raczej bardziej  orzeźwiające napoje. A co najlepiej orzeźwia w upalną noc? Koktajl! Najlepiej dobry. Ponieważ dotarliśmy już prawie do końca lata, noce nie są już tak parne. Co za tym idzie, nie potrzeba aż takiego orzeźwienia. Dlatego też koktajle mogą nabrać gęstości i wyrazistości. I czekolady!!   Jakiś czas temu podawałam przepis na domową nalewkę czekoladową – link. Jeżeli udało się wam przyrządzić taką nalewkę – to świetnie! Będzie bazą dla dzisiejszych przepisów! Na chłodną, wrześniową  noc proponuję trzy przepisy, które umilą wam czas niezapomnianą (oczywiście o ile będziecie się trzymali limitów spożycia) feerią smaków.   Przepis 1 – martini czekoladowe- chocolatini Chocolatini to wynalazek ostatnich lat – cały internet jest zasypany różnymi wariacjami tego koktajlu. Często pojawia się wersja z Bailyes’em (jak chociażby tu). Ja postawiłam jednak na wersję bazującą na starej, dobrej wódce.   Składniki: miarka (jedna) nalewki czekoladowej -40 ml miarka wódki 40 ml słodka śmietanka (uwaga !! hit- sprawdza się także wegańska śmietanka ryżowa) owoce lub czekolada do przybrania ewentualnie – kakao do dekoracji kieliszka (u mnie nie występuje) Przygotowanie : zmiksować wszystkie składniki w szejkerze gotowe !   Przepis 2 – koktajl czekoladowo-kawowy Składniki: miarka (jedna) nalewki czekoladowej -40 ml miarka wódki 40 ml...
Ser i czekolada. Połączenie nieoczywiste.

Ser i czekolada. Połączenie nieoczywiste.

„Ale jak to?! Ser i czekolada?!” Usłyszałam od koleżanki, gdy pokazałam jej okolicznościową fotkę na instagramie (follow) Zaskoczenie zapewne wynika z faktu,  że czekolada kojarzy się ze słodyczą. O serach natomiast lubimy myśleć raczej w kategoriach „słonych”. W końcu wszyscy słyszeliśmy o combo wino+ser. Dla bardziej ambitnych polecam też mój przewodnik o tym jak podawać czekoladę z winem.  W takim razie co z tym serem?   Pierwszy raz usłyszałam o podawaniu sera z czekoladą podczas wakacji spędzonych w Kolumbii. Okazuje się, że paluszki sera maczane w gorącej czekoladzie to tradycyjny przysmak serwowany w wielu kawiarniach w Bogocie. Słysząc o tym przysmaku (?) po raz pierwszy skrzywiłam się lekko spodziewając się najgorszego. Okazało się jednak, że ser podawany do gorącej czekolady jest miękkim serem, w smaku przypominającym nieco ricottę (może odrobinę mniej wyrazisty- tak! to możliwe). Dzięki temu szok dla kubków smakowych jest jakby mniejszy. Ale tak naprawdę czy o to chodzi? Jak się okazuje cały fun polega na zhackowaniu zmysłu smaku i przywalić mu słonym i słodkim. Jednocześnie. Brzmi głupio? A solony karmel? Camembert i żurawina? To klasyki tego typu połączeń. No dobrze. Dość tych wynurzeń, przejdźmy do rzeczy i sparujmy coś. A najlepiej to już ser i czekolada – parowanie 101.   W tym wpisie nie zamierzam się wgłębiać w teorie filozoficzne o czekoladzie z ziaren kakao z południowego Haiti zmieszanej z mlekiem z dzikich kóz pasących się po zboczach dzikich plaż Trynidadu i Tobago (dla niedomyślnych- to żart jest. Wiem ,że dzikie plaże zboczy nie mają. Co najwyżej zboczeńców).   Będzie prosto i na temat- co parować i jak to jeść, żeby było snobistycznie i z zadęciem. A...
Rozmarynowe praliny.

Rozmarynowe praliny.

Rozmarynowe praliny?! Ale, że co? Tak, to prawda. Rozmaryn i czekolada nie stanowią najoczywistszego z połączeń. Właściwie jest tak nieoczywiste, że sama nie wiem, jaki wstęp byłby w stanie oddać esencję tego kulinarnego eksperymentu. Parę dni temu zapytałam na Instagramie czy powinnam zrobić taki miks. 100% głosujących uznało tą ideę za świetną, a zatem : Panie i Panowie oto rozmarynowe praliny. W celu inspiracji przeszukałam cały internet wzdłuż i wszerz, ale niestety nie znalazłam żadnego przepisu, który mógłby mi służyć za punkt odniesienia. Jedyny, który w ogóle wspomniał o rozmarynie znalazłam tutaj – klik. Jednakże jedyny wspólny punkt tego przepisu z moim dziełem, to zawartość rozmarynu. Powtórzę raz jeszcze – moje praliny to twór całkowicie eksperymentalny. Do końca nie byłam pewna  czy rezultat będzie wart wspominki, czy też zarumienię się ze wstydu i porzucę chybotliwą karierę pseudo-czekoladnika. Właśnie skończyłam robić te praliny i zapewniam To był strzał w dziesiątkę! Czasami warto wyjść poza utarte schematy. W tym przypadku słodko- kwaśna pomarańcza cudownie przełamuje gorycz rozmarynu. W skrócie – połączenie tak doskonałe, że wyrzuciło mnie z kapci. Ale dość tego samo się chwalenia. Przejdźmy do rzeczy. Ad pralinam! Składniki na ok. 10 sztuk: 50 g mlecznej czekolady 50 g gorzkiej czekolady 50 g serka mascarpone sok z połowy pomarańczy rozmaryn czekoladowe wiórki lub kakao do dekoracji Przygotowanie : Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej Dodajemy mascarpone Mieszamy na gładką masę Dodajemy sok z pomarańczy i rozmaryn Wstawiamy do lodówki na ok. 6 godzin Po tym czasie masa powinna zastygnąć Formujemy praliny za pomocą łyżki do lodów Dekorujemy wiórkami czekoladowymi lub kakao Przechowujemy w lodówce do dwóch tygodni   Jako, że dotarliśmy do okresu przedświątecznego produkuję...
Nalewka czekoladowa. Prosty przepis.

Nalewka czekoladowa. Prosty przepis.

Postawili we Wrocławiu jarmark. Ci tajemniczy „oni”. A zatem stoi. I nowa choinka też stoi. To niechybny znak, że zaraz grudzień. A jak grudzień to będzie zimno (sorry taki mamy klimat!). W chłodne jesienno-zimowe wieczory ratuje mnie zazwyczaj nalewka czekoladowa. Jest gęsta, korzenna i podpięta „pod prąd” (oczywiście!) A co najlepsze przepis na jej przyrządzenie jest bajecznie prosty.  Dopiero niedawno odkryłam domowe nalewki.  A te są proste, szybkie i  (podane właściwie) bardzo efektowne. I efektywne. Bo do ich przyrządzenia używam spirytusu (więcej o zakupach spirytualistycznych tu). Ale o tym za chwilę. Zanim dopracowałam ostateczną recepturę przewertowałam parę mniej lub bardziej antycznych książek kucharskich. Próbowałam pięć razy zanim udało mi się osiągnąć idealną konsystencję. Raz musiałam wytrząsać moje dzieło z butelki, a raz musiałam posłużyć się młotkiem, żeby wydobyć dżina (likier znaczy) z butelki! Na czym poległam? Otóż oparłam się na przepisie, który składał się jedynie z mleka kondensowanego w dwóch odsłonach- słodzonego i niesłodzonego. Po pewnym czasie niestety mleko skondensowane zrobiło to co robi najlepiej- czyli się skondensowało (zgęstniało znaczy się).  W ostatecznej wersji zdecydowałam się zatem zastąpić mleko skondensowane zwykłym, tłustym mlekiem. Od momentu zrobienia nalewki minął już tydzień i nadal utrzymuje się w formie płynnej. Pełen sukces! A zatem jaki jest prosty i idealny przepis, który sprawi że nalewka czekoladowa nie tylko zdecyduje się wypłynąć z butelki , ale też umili niejeden wieczór. Nalewka czekoladowa. Prosty przepis. Składniki: 100  g czekolady mlecznej 200 ml spirytusu puszka mleka kondensowanego niesłodzonego 300 ml lub jedna szklanka  mleka pełnotłustego szczypta cynamonu Przygotowanie czyli tzw. „wykon” : Bierzemy rondel (lub dowolny inny typ garnka) Wlewamy oba mleka Dorzucamy czekoladę połamaną na kostki Mieszamy...