Krem czekoladowy- wersja odświeżona

Krem czekoladowy- wersja odświeżona

No i stało się! Przeziębiłam się. Tyle energii włożonej w tzw. „dbanie o siebie” na nic. No to siedzę w domu nieszczęśliwa, chora i zdesperowana.Wiesz, że jest źle kiedy nawet Netflix nie daje tyle radości. Więc co można by tu zrobić? Cóż, oczywiście czekoladę… heloł? Bawiłam się już różnymi formami i formułami czekoladowego kremu, ale poniższy przepis t prawdziwy majstersztyk  kuchni fusion, więc zapnijcie pasy! Krem czekoladowy z mascarpone- wersja odświeżona Dlaczego odświeżona? Ano „uspirytualizowałam” (uduchowiłam?) stary dobry przepis na ganache. Może oglądam za dużo seriali dla dziewczyn w wielkim mieście (patrz fragment o Netflixie), ale jest coś seksownego w dolewaniu alkoholu do jedzenia.  No i tak oto pierwszy raz w życiu osobiście kupiłam spirytus. Kupowanie spirytusu to dziwne uczucie, coś ja rytuał przejścia…(jednak spirytus uduchawia…) Większość spirytu skończyła w nalewce (przepis wkrótce), ale resztka posłużyla do stworzenia tego dzieła sztuki kulinarnej A zatem bez dalszych ceregieli: Składniki: Solidna łyżka spirytusu. Polecam pobawić się dozowaniem aż do znalezienia idealnej dawki. Produkt finalny powinien lekko szczypać w język.  200 g serka mascarpone Cukier/ cukier puder do smaku (nie podaję gramatury bo każdy ma inny „próg bólu”)  200 g gorzkiej czekolady Słoik lub inny pojemnik – czy to się zalicza do składników…? Przygotowanie: ***Jest bajecznie proste*** Rozpuść czekoladę w kąpieli wodnej Dodaj cukru pudru, cały czas mieszając Starannie wymieszaj z mascapone Dodaj spirytus Mieszaj aż do uzyskania gładkiej masy Przechowuj w lodówce przez maksymalnie dwa tygodnie Nie jedz na śniadanie lub jeśli planujesz jeździć samochodem Podawać z paluchami chlebowymi lub biszkoptami typu kocie języczki...
Czekoladowa herbata – gdy wiosna śpi

Czekoladowa herbata – gdy wiosna śpi

Gdy wiosna śpi budzą się… demony, demony gorącej czekolady, a może rozgrzewającej herbaty ( zawsze chętnie „z prądem”). W bezpośrednim związku z niskimi temperaturami preferuję ostatnio napoje gorące, treściwe. I tak przypadkiem trafiłam na niemalże eliksir na mą zziębniętą duszę. Czekoladowa herbata – bo o niej dziś będzie- gdy wiosna śpi, rozkosznie wypełnia przełyk przyjemnym ciepłem, a teobromina zawarta w kakao dodaje energii na kolejny, niemalże zimowy, dzień.   Czekoladowa herbata to nie tylko uczta dla zmysłów. Dobrze wyważone składniki sprawią, że dostarczymy sobie mnóstwa minerałów i antyoksydantów (o korzyściach płynących z  jedzenia czekolady pisałam tu) Wydaje się, że moda na czekoladową herbatę wyewoluowała z cascary. Cascara (inaczej coffee cherry tea) to herbata zrobiona z owoców kawowca ( kawa zrobiona z herbaty?! Kto ogarnia tę ideę łapka w górę). A konkretniej z ich skórek – owoce się rozgniata, tak by miąższ wypłynął na zewnątrz, a następnie parzy się same skórki. Oryginalnie czekoladową herbatę przyrządza się na bazie łupin kakao dorzucając odpowiednie przyprawy. Zważywszy na to, że łupiny (surowe) dość ciężko jest dostać postanowiłam przyrządzić własną wersję bazując na coraz powszechniejszych nibsach (pokruszone ziarno kakao). Składniki na czajniczek (4 filiżanki): czarna herbata (fajnie pasuje Earl Grey ze względu na nutę bergamotki)- liściasta bądź w torebce 2 szklanki gorącej wody  2-3 płaskie łyżki pokruszonego kakao lub gorzkiej czekolady 1 łyżka kakao w proszku cynamon kardamon laska wanili  imbir goździki opcjonalnie – cukier i mleko (polecam kokosowe) Przygotowanie: zaparz herbatę, kiedy osiągnie pożądaną moc usuń liście/torebkę rozpuść czekoladę/nibsy w rondelku wraz z mlekiem i przyprawami dodaj łyżkę kakao i intensywnie mieszaj aż wszystkie składniki utworzą jednolitą ciecz delikatnie wlej czekoladową ciecz do zaparzonej herbaty cały czas...
Dechox czyli o detoksie czekoladowym słów kilka

Dechox czyli o detoksie czekoladowym słów kilka

W trakcie niedawnych peregrynacji czyli zwiedzania wirtualnego świata natknęłam się na dość specyficzną kampanię (pro)zdrowotną.  Dechox czyli detoks czekoladowy to kampania zaprojektowana przez British Health Foundation. Jak czytamy na  stronie projektu, „dechox to wyzwanie, na bazie którego ponad 16000 osób w Wielkiej Brytanii w marcu zdecydowało się zaprzestać jedzenia czekolady, wspierając tym samym badania nad chorobami serca”. Czy dechox czyli detoks czekoladowy jest naprawdę potrzebny? Według pomysłodawców akcji czekolada ma katastrofalny wpływ ma organizm ludzki  (vide strona z popularnymi mitami dotyczącymi czekolady) . Przytoczę tylko kilka z przedstawionych tam popularnych wierzeń. Według British Health Foundation między bajki należy włożyć pomysł, że ciemna czekolada jest zdrowsza aniżeli mleczna czy też biała (punkt trzeci na liście). Zanim zaginęłam w akcji popełniłam wpis dotyczący jedzenia czekolady na tzw. diecie sportowej (klik). Chciałabym niniejszym przypomnieć, że ciemna czekolada może być jak najbardziej wartościowym składnikiem diety „koksa” oraz diety odchudzającej (sic!), ze względu na dobroczynne składniki zawarte w kakao, które pomagają utrzymać gospodarkę insulinową w ryzach, a także szereg mikro- i makroskładników mających dobroczynny wpływ na organizm ludzki. Kolejny kuriozalny, moim zdaniem, mit odnosi się do spożycia czekolady przez diabetyków. Autorzy kampanii piszą, że „jeżeli masz cukrzycę to powinieneś móc spożywać umiarkowane ilości czekolady. Nie ma potrzeby zastępowania zwykłej czekolady produktami oznaczonymi jako produkty dla diabetyków”. A jaki jest powód zaniechania takiej zamiany? Na stronie czytamy : „Produkty przeznaczone dla diabetyków są bogatsze w tłuszcz i mogą mimo wszystko powodować wzrost poziomu cukru we krwi”. Rozumiem, że w szkołach podstawowych mogą nie nauczać fizjologii człowieka w rozszerzonym zakresie, ale British Health Foundation, jak rozumiem, tworzą lekarze (?). W związku z tym o pomstę woła przestarzały,...
Czekolada na diecie sportowej

Czekolada na diecie sportowej

Trochę mnie ostatnio wciągnęło na dłużej. Okazuje się, że życie offline potrafi być na tyle absorbujące, że nie zawsze jestem w stanie zebrać myśli i nakreślić parę zdań. Jednym z miejsc na mapie miasta, w którym bywam nader często jest siłownia. Żeby nie zostać posądzoną o hipokryzję postanowiłam przyjrzeć się czekoladzie i diecie. Czy czekolada na diecie (w sensie konsumpcji) to oksymoron? Trzeba być „Fit”. Fit jest git, a wiadomo kto jada czekoladę- spaślaczki i małe leniwe grubaski. Czy aby na pewno? Czy czekolada na diecie to hit czy kit? Zgodnie ze sztuką, zacznijmy od rozwinięcia definicji diety sportowej. Czym zatem różni się dieta osoby aktywnej fizycznej od tej stosowanej przez przeciętnego lwa kanapowego? Różnica zarysowuje się przede wszystkim w zalecanej podaży makroskładników. W diecie sportowca zdecydowanie największą rolą pełni białko. W zależności od celów treningowych (redukcja lub masa), osoba ćwicząca powinna spożywać między 1.7 a 3.3 g białka na kg masy ciała (po dokładniejsze  informację odsyłam na specjalistyczne fora sportowe – sfd czy kfd Drugą sprawą, na którą bez wątpienia zwracają uwagę „ poważni” (czyli tacy, którzy nie przychodzą tylko po to, aby zrobić sobie słit focię ze sztangielką) bywalcy przybytków siłownianych to cukier. Zasada jest prosta – wywalamy go całkowicie z diety. Jak wpasować czekoladę w powyższe zasady? O tym czy czekolada naprawdę tuczy pisałam już tu . Mało kto jest cyborgiem i prawie każdemu zdarzają się dietowe wpadki. Pocieszającym jest fakt, że można jeść słodkie i czekoladowe produkty i nadal nie łamać założeń diety. Jeżeli będziemy się pilnowali i zastępowali cukier jego zamiennikami (erytrol, ksylitol czy stewia), możemy raczyć się czekoladą bez wyrzutów sumienia (oczywiście pamiętając o kaloriach). O cudownych...
Czy czekolada może uleczyć złamane serce?

Czy czekolada może uleczyć złamane serce?

Dawno mnie nie było. Remont zawładnął moim życiem i domem. Jakimś dziwnym trafem metrowy poziom pyłu nie wpłynął na moje pisarskie zdolności (a i chęci) zbyt dobrze. Kto śledzi mojego Instagrama (choca_loca_offical, no agenda), zdążył się zapewne zorientować, że ostatnie zdjęcia znacznie odbiegają od tematyki przewodniej. Ma to  również związek z tym, że zostałam pozbawiona miejsca do pracy, a  temperówka mimo wymiany silnika nadal nie działa. Jednym słowem : katastrofa . Cała ta sytuacja trochę mnie podłamała. Siedzę po ciemnicy i zastanawiam się, czy mogę uleczyć lekko złamane serce czekoladą? Pojęcie „comfort food” chyba jest nieobce wszystkim obżartuchom.  W ramach kojenia smutków wszelakich nierzadko zdarza się nam sięgać po czekoladę, zatem jak najbardziej możemy ją zaliczyć do tej kategorii produktów przynoszących ulgę w cierpieniach (mówcie mi Fräulein Werter). Dlaczego przy wszelkich zawodach sercowych sięgamy akurat po czekoladę? Wyobrażacie sobie sytuację, że dzwoni do was najlepsza przyjaciółka i mówi : „rzucił mnie dziś facet, mam złamane serce (szloch, szloch). Musimy się spotkać i opychać się bobem (tudzież innym kalafiorem czy brukselką)”? Wydawać by się mogło, że cały uzdrawiający duszę trick polega na, tak kojącej, tępionej przez dietetyków,  mieszance cukru i tłuszczu ( o tym czy czekolada tuczy pisałam tu). Jednak te dwa składniki nie przesądzają  jeszcze sprawy . Żeby zrozumieć fenomen czekolady trzeba się cofnąć do jej historii. Wielu łasuchów jest zaskoczonych gdy słyszy pierwszy raz o prozdrowotnych właściwościach czekolady. Oczywiście nie mówimy tu o mlecznej czy białej, ale o tej ciemnej,o co najmniej 70% zawartości dobroczynnej miazgi kakaowej. Czekolada pierwotnie, wśród ludów Mezoameryki, była spożywana w postaci płynnej z dodatkiem chili. Tak przygotowana uchodziła nie tylko za „napój bogów”, lecz również za...